Byłam kiedyś mała, mała i młoda i miałam żle. nie było landrynek, rózowych sukienek, lalek Barie. Był chaos, przz duże C. A potem było…gorzej, po to by na chwilę pojawiła sie nadzieja, która umarła. Ta nadzieja…na lepsze jutro.
Mozna powiedziec …Ale to juz było. Tak, było, ale zostawiło swoje piętno, swój ślad na dziś i jutro, na zawsze. zdajemy sobie sprawę jak dzieciństwo jest ważne, gdy jestesmy dorosli, próbujemy usprawiedliwiać czyny rodziców i sie pogrążamy. a potem zostajemy rodzicami i fundujemy pociechom piekło landrykowe-to przesłodzone nagradzająć nasze dzieci za nasze krzywdy(musi mieć lepiej niż ja) lub piekło dziedzictwa(dlaczego ma mieć lepiej niż ja). Przeszłość to fundament dzisiaj i jutra.
Dziecko-landrykowe, beztroskie, bez lęków i obaw, idzie pewnie. Jest tez to drugie to z dziedzictwem piekielnym-ma wybór-zagłebi się w dziedzictwo, upadnie i nie wstanie(tzw.margines) lub odwrotnie-pokaże na co je stać, że jest lepsze mimo korzeni.
Moje fundamenty sa słabe. Jestem dzieckiem z dziedzctwem piekielnym, które obrało drogę tą drugą, tą ambitniejszą, tą “będę lepsza”.
Dzię nie wiem, która droga jest lepsza. Stałam kiedyś na rozdrożu i zastanawiałam się, która pójść. Na moment, poszłam tą drogą upadku. dziś jestem na tej “ocalenia”. Która lepsza? Nie wiem. jak byłam na upadłej, wiele rzeczy zachowań tłumaczono, za mnie “bo trudna sytuacja, bo było tak>>>”, Tutaj nikt mnie nie tłumaczy, a bat życia po plecach śmiga. łez nikt nie ociera. ale jestem Ocalona. Ocalona od upadku. Bolą mnie plecy bata, bolą mnie rany, ale nie upadłam i mam całe kolana i nie połamałam nóg.Ulga, czy żal?










